piotr buczak's photoblog

Autostopem do Francji:)

Posted in Autostopem do Francji by piotrbuczak on Sierpień 15, 2009

Cześć wszystkim!!!

Tym razem krótko opiszę i zobrazuję moją podróż autostopem do Francji.

Już od dłuższego czasu zastanawiałem się jak to jest podróżować za pomocą autostopu. Ten środek poruszania nie był mi obcy, gdyż często zdarzało mi się z niego korzystać czy to w górach czy to w drodze na studia. Lecz zwykle były to stosunkowo krótkie trasy. Przeczytałem sporo relacji stopowiczów z ich wyjazdów po Europie i świecie. Bardzo mnie zafascynowały i nakręciły aż do tego stopnia, że postanowiłem na dobre – wyruszam w podróż autostopem!!! …ale gdzie, z kim i w ogóle jaki jest tego sens?! Czy nie lepiej zapłacić za normalny bilet i pojechać w góry czy morze? Zapewne tak jest, ale chęć przeżycia niecodziennej przygody i rzecz jasna „praktycznie zerowe” koszty podróży zadecydowały za mnie – jadę, choćby nie wiem co!:P Kompana na taką podróż niestety nie łatwo było znaleźć, w moich stronach niestety taka forma podróżowania przez młodych ludzi nie jest zbyt częsta. Nawet to rozumiem, ponieważ każdy ma różne preferencje co do spędzania wolnego czasu. Ostatecznie nawiązałem kontakt z Robertem – znajomym z autostopem.net , który również jak ja, chciał wyruszyć autostopem do Francji. Plany mieliśmy dość ambitne, kierujemy się na zachód poprzez Niemcy do Francji, a tam do Paryża – pół Europy do przejechania – myślimy: damy radę! Marzenia marzeniami lecz rzeczywistość jak to zwykle bywa w życiu plecie nam różne figle i tak było również tym razem. Nasz cel niestety nie został zdobyty, co nie zmienia faktu, że wyjazd był bardzo udany. Może nawet i lepszy, gdyż zobaczyliśmy wiele miejsc do których wyruszyć nie przyszłoby nam do głowy, a były to naprawdę piękne miejsca i okolice – ale o tym później. Generalnie wyjazd miał być z nisko budżetowych, czyli spanie pod namiotem, jedzonko z Polski oraz jazda autostopem i taki de facto był.

Oto krótka fotorelacja z poszczególnych dni. Teraz ciężko mi dokładnie opisać z kim i jak długo jechaliśmy stopem. Nie mniej jednak tych co najbardziej pamiętam i Ci co utkwili mi w głowie postaram się opisać.

I.Dzień Trasa: 340km Razem: 340km

Naszą podróż do Francji rozpoczęliśmy na placu dworcowym w Krakowie, gdzie spotkaliśmy się dość wcześnie rano, by móc jak najszybciej złapać stopa w kierunku granicy z Niemcami. W związku z czym udaliśmy się autobusem na lotnisko do Balic, które znajduje się w sąsiedztwie autostrady A4, którą to zamierzaliśmy podróżować. Już na wstępie pogoda nam nie dopisywała, gdyż zaczęło dość mocno padać, więc spędziliśmy prawie godzinę na lotnisku, oczekując aż deszcz ustąpi. W końcu na chwilę przestało, więc ruszyliśmy szukać odpowiedniego miejsca, które byłby bezpieczne dla nas i nie zagrażałoby innym kierowcom. Węzeł na autostradę z dość sporym poboczem, był dla nas idealnym miejscem i takie też znaleźliśmy. Po parunastu minutach zatrzymał się mężczyzna jadący w stronę Olkusza, który zaproponował, że nas podwiezie. Nam nie do końca to odpowiadało, gdyż wiązało się to z tym, że odbijamy trochę w innym kierunku z dala od autostrady, ale cóż… nasza idea była taka: byle dalej, byle do przodu! Miło go wspominam, ponieważ podwiózł nas praktycznie do samej Dąbrowy Górniczej. Dalej łapiemy…łapiemy…jest! Zatrzymuje się TIR, z tyn że jedzie wyłącznie do centrum Mysłowic. Krótka odległość i późniejsza perspektywa wydostania z miasta zadecydowała, że jednak lepiej poczekać na inny samochód. Ładnie podziękowaliśmy i znów zaczęliśmy „łapać” stopa. Tym razem zatrzymał się młody chłopak-rastaman z długimi dredami, podwożąc nas mimo że stosunkowo blisko, ale w znacznie lepsze miejsce niż to na którym staliśmy dotychczas. No to łapiemy dalej!:) Po jakimś czasie zatrzymał się kierowca, prawdopodobnie przedstawiciel handlowy jadący do Katowic, z którym to ruszyliśmy w drogę. Wysadził nas w samym centrum miasta, na szczęście przy głównej drodze prowadzącej do Wrocławia. Musieliśmy przejść dość spory kawałek, by znaleźć odpowiednie pobocze w którym byłoby sporo miejsca na „stopowanie” i chwilowy postój pojazdu. Po kilkunastu minutach udało się nam złapać Tir’a który autostradą miał jechać do samego Wrocławia. Dla nas bomba:D – zabieramy się z uśmiechem na twarzy. Droga minęła nam dość szybko. Kierowca ciężarówki wysadził nas na węźle w Bielanach Wrocławskich. Skorzystaliśmy z faktu, że nieopodal autostrady znajduje się ogromna ilość marketów, w których zakupiliśmy sporo prowiantu na dalszą podróż – nigdy nie wiadomo czy w przyszłości będzie jeszcze okazja tak tanio kupić coś do żarła. Najedzeni poszliśmy „łapać” stopa na pobliską stację znajdującą się przy wjeździe na autostradę. Czekamy, czekamy czekamy i nic! W końcu postanawiliśmy iść około 8OOm dalej na zatoczkę, która wydawała się dość dobrym miejscem na zatrzymanie jakiegoś pojazdu. Znów czekamy i czekamy, aż w końcu zatrzymuje się mężczyzna z okolic Tarnowa, który podwozi nas tylko (lub patrząc z perspektywy dalszego stania w tamtym miejscu – AŻ) 30 km na zachód. Wysiedliśmy na jednym z wielu parkingów znajdujących się wzdłuż autostrady. Łapiemy dalej, choć miejsce do tego nie było najlepsze. Na parkingu ludzi mało, więc próbujemy na malutkiej zatoczce na autostradzie (zaznaczam, że łapanie stopa na autostradach w całej Europie jest zabronione i może skończyć się dość sporym mandatem). Czekamy tam bardzo długo – nie pomagają kartki z napisem, uśmiechy na twarzy, machanie. Ale cóż i tak już powoli robiła się noc, więc postanawiamy, że rozbijamy namiot i idzemy spać. Może jutro będzie lepszy dzień??

1.Zdjęcia z pierwszego dnia nie są zbyt ciekawe, ponieważ aparat wyciągnąłem dopiero na parkingu, mimo wszystko chociaż jedno wypada pokazać:D

2.Nic dodać nic ująć – ja:D

3.No i Robert oczywiście:)

II.Dzień Trasa: 869km Razem: 1209km

Rano wstajemy około 6, szybkie mycie oraz małe śniadanie i łapiemy stopa. Czekamy chyba z pół godziny, aż wreszcie zatrzymuje się chłopak jadący do Zgorzelca. Wiadomość dla nas była świetna. Już wtedy wiedzieliśmy, że w niedługim czasie znajdziemy się w Niemczech i ruszymy prosto do Francji. Okazało się, że nasz kierowca również wiedział dobrze co to podróż autostopem i udzielił nam kilka cennych rad. Wysiadamy w Jędrzychowicach niecały kilometr od granicy polski-niemieckiej. Obecnie jako, że jesteśmy w strefie Shengen możemy swobodnie podróżować, już bez długich kolejek na przejściach granicznych – dla nas był to ogromny plus. Przy wjeździe na krótkim polskim odcinku na niemiecką autostradę dalej łapiemy stopa i co ciekawe po minucie zatrzymuje się kierowca busem, który jedzie do Hamburga. Niesamowite, taka okazja – ale chwila, kierowca patrzy na nas i stwierdza: po co się tu w ogóle zatrzymał? Ja tu czegoś nie rozumiem, najpierw mówi że nas zabierze a za 10 sekund że nie i w ogóle zaczyna coś mruczeć pod nosem. Ale OK., nic na siłę – wiadomo że tylko i wyłącznie od dobrej woli i uprzejmości kierowcy zależy czy nas podwiezie czy też nie. Autostop ma ten ogromny plus, że uczy pokory (którą nie zawsze na co dzień mamy), ponieważ jesteśmy w pewnym sensie skazani na łaskę czy niełaskę innych ludzi. Po tej nieudanej próbie zatrzymania samochodu łapiemy dalej. Nie minęło chyba 5 minut i zatrzymuje się kolejne sporych rozmiarów auto. Okazało się że kierowcą, jest młoda mama z trójki dzieci z którymi wracała do domu w Szwajcarii. Z uśmiechem na twarzy i pełni uznania dla Kasi, że nie bała się zabrać obce osoby do samochodu ruszamy dalej…dalej…dalej i dalej, bo aż do samego Freibourga (przy granicy niemiecko-francusko-szwajcarskiej), mijając po drodze większe miasta takie jak Drezno, Norymbergę i Karlsruhe. Bez wątpienia był to najlepszy złapany autostop jakim mieliśmy przyjemność jechać w ciągu całej naszej podróży. Wysiadamy na parkingu obok autostrady i tam żegnamy się z ludźmi z którymi w miłym towarzystwie podróżowaliśmy około 8godzin, przejeżdżając w szerz całe Niemcy. Tam spotykamy sporo Holendrów, którzy co chwile wypytują nas skąd jesteśmy i gdzie jedziemy – aczkolwiek żadni nie byli skłonni by zabrać do swojego auta/kampera stopowiczów. Czyżby jakieś stereotypy o Polakach? Myślę że nie, ponieważ wielu z nim po prostu nie miało wolnych miejsc w samochodach. Na stacji spotykamy autostopowicza który, obiera taktykę taką, iż pyta kierowców czy go zabiorą. Po krótkiej rozmowie idziemy dalej łapać stopa na wyjazdówce, a on dalej pytać kierowców o podwózkę. Faktycznie po pół godzinie już go nie było na stacji – więc owa taktyka okazała się bardzo skuteczna, tym bardzie że chłopak podróżował sam. Aczkolwiek moje zdanie i Roberta było takie, że nic na siłę- łapiemy stopa kulturalnie, bez natręctwa – jeżeli ktoś będzie chciał nas zabrać to się zatrzyma, jeżeli nie to nie:P. Z tego też powodu czekaliśmy kilka godzin aż ktoś się zatrzyma i nas zabierze (jeszcze nie byliśmy świadomi tego, jak trudno poruszać się stopem po Niemczech) . Ostatecznie zatrzymała się przemiła dziewczyna jadąca do centrum Freibourg’a – która zapewniała nas że nie ma sensu łapać stopa w tym miejscu, bo raczej nikt się nie zatrzyma, a twierdziła że pokaże nam najlepsze miejsce w mieście na którym zawsze stoję autostopowicze. Ok. jedziemy! Bardzo miło z jej strony, że nam pomaga. Na miejscu faktycznie spotkaliśmy stopowiczkę, która chciała jechać gdzieś na północ( już nie pamiętam gdzie dokładnie), którą po chwili zabrało auto. My zostajemy sami i czekamy na kierowcę który podwiózłby nas do Francji. Tabliczka „Paris” powoduje dziwny ubaw u kierowców – …dziwne?, bo do Paryża zostało tylko(z perspektywy czasu powiem AŻ) 500km.

4.Próba złapania stopa do Paryża

5.Może ja będę mieć więcej szczęścia??;)

Łapiemy aż do samej wieczora. Widząc, że nic z tego nie będzie postanawiamy znaleźć jakieś bezpieczne miejsce na nocleg. Po drodze zwiedzamy miasto, szkoda że nie trafiliśmy na rynek, bo podobno jest przepiękny…ale cóż może innym razem:).

6.Nocny spacer po Freiburgu

7.Teatr

Miasto jest dość spore, więc nie łatwo było znaleźć miejsce na „biwak”, ale od czego są parki?:P Tam też postanawiamy pozostać. W przeciwieństwie do naszych parków tam całą noc tętnią życiem. Spotkania, imprezy, śpiewy – aż miło popatrzeć. Zmęczeni podróżą szybko zasypiamy.

III.Dzień Trasa: 153km Razem: 1362km

Rano obudziliśmy się w miarę wcześnie i powoli spacerkiem udaliśmy się w miejsce, z którego wczoraj nie udało się nam nic złapać – tak czy inaczej innego nie znaliśmy. Miasto powoli budziło się ze snu co owocowało tym że ruch samochodowy z minuty na minutę znacząco się zwiększał. Na szczęście długo nie czekaliśmy i wkrótce zatrzymało się autko z trójką sympatycznych studentów wracających z wczorajszej imprezy. Podwieźli nas kilkadziesiąt km do miasteczka Kehl, które leży na prawym brzegu Renu. Natomiast po drugiej stronie rzeki leży Strasbourg już we Francji, do którego też udaliśmy się pieszo. W miejscu dawnego przejścia granicznego postanowiliśmy łapać stopa do Paryża. Myśleliśmy że pójdzie jak z płatka – w końcu to tak blisko. Czekaliśmy tam kilka godzin i nic! A więc czekaliśmy jeszcze dłużej!!! Lecz przychodzi taki czas że niestety trzeba ustąpić. Po przemyśleniu za i przeciw, znając już realia jazdy stopem w tamtych regionach postanowiliśmy kierować się w stronę domu, zwiedzając wszystko co stanie nam na drodze:P. Strasburg okazał się bardzo ładnym miastem – sporo Polaków zatrzymuje się tam jadąc, bądź wracając z Paryża. Nowe budynki ładnie komponują się wśród bardzo starych, choć zadbanych kamienic.

8.Rynek w Strasbourgu

9.Rynek w Strasbourgu 1

10.Rynek w Strasbourgu 2

11.Rynek w Strasbourgu 3

12. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie

13.A to ja też takie chce:) pstryk!

14.Zabudowa Strasbourga

15. Przepiękne kamieniczki

16.Tu nas chyba jeszcze nie było:)

17.Wąskie zakamarki również były oblegane przez turystów

18.Strasbourgska katedra Notre Dame

19.Kanały którymi za pomocą promów można zwiedzać miasto

20.Jeszcze taki kadr

21.I taki:)

22.Żuraw

23.Jeszcze pamiątkowe foto i wracamy!

24.Magazyny portowe nad Renem

Po spacerku po mieście z powrotem udajemy się do Kehl i tam ponownie łapiemy stopa tym razem kierując się już na wschód do domu.

25.Kehl

Znów o stopa nie było łatwo, lecz po pewnym czasie zatrzymuje się mały busik z dwoma młodymi turkami – z wyglądu gangsterka …ale cóż – jedziemy. Nie zdawałem sobie sprawy, że takie auto może tak szybko jechać – kierowca szalał po drodze niczym błyskawica – dobrze że jechaliśmy z nimi tylko kilkadziesiąt km do najbliższej stacji, bo nie wiem czy nerwowo wytrzymałbym dalszą jazdę. Na szczęście dojechaliśmy cali i zdrowi. Podziękowaliśmy i pieszo poszliśmy w kierunku zjazdu na autostradę. Tam po chwili udało się nam złapać samochód z jakąś parką młodych ludzi, którzy podwieźli nas kilkadziesiąt kilometrów. Wysadzili nas na zjeździe na autostradę z którego po dłuższym oczekiwaniu zabrał nas dość młody mężczyzna w kierunku Karlruhe.
Jako że wcześniej skręcał z autostrady do domu wysadził nas na parkingu obok miejscowości Baden-Baden.

28.Widok z wyjazdówki na autostradę (czas naświetlania 30s)

Tam tona ludzi, którzy miło spędzali wakacje w pobliskim fast-food’zie, a my jak gdyby nigdy nic szybko rozbiliśmy namiot i poszliśmy spać – jeszcze nie wiedząc co nas wkrótce czeka. Wieczór był ciepły , więc myśleliśmy ze noc również taka będzie, …o nie! Nie ma tak dobrze! Godzinkę później przyszła burza wraz z ogromnym deszczem, która przyczyniła się do tego że musieliśmy się ewakuować na pobliską wiatę. Wszystko było przemoczone, począwszy od namiotu i śpiworów, skończywszy na ubraniu i zawartości plecaka. Dla pocieszenia stwierdziliśmy, że zawsze mogło być gorzej. Jednak spanie wzięło górą i cali mokrzy szybko zasnęliśmy po kolejnym ciężkim dniu.

IV.Dzień Trasa: 260km Razem: 1622km

Rano budzimy się nadal mokrzy, ale po krótkim spacerku w słonecznej aurze szybko udaje się nam wyschnąć. Z parkingu kierujemy się na zjazdówkę która znajduje 1.5km od nas. Choć z ciężkimi plecakami nie jest łatwo, ale widoki wokół nas w zupełności dodają nam sił i motywacji do dalszej podróży. Na wjeździe udaje się nam złapać stopa którym kieruje młody chłopak . Podwozi nas tylko kilkanaście km do pobliskiej stacji bezynowej – fakt, że blisko, ale zawsze do przodu! Teraz czekamy bardzo długo na kolejny transport. Po pewnym czasie zatrzymuje się turek, który miał jechać do Düsseldorfu (tam nas jeszcze ni było, wiec jedziemy!) i już jedną nogą byliśmy u niego w samochodzie lecz nagle postanowił że zważy nasze plecaki za pomocą czarodziejskiej wagi wzrokowej …o tak tego nam było potrzeba! Stwierdził, że za dużo ważą i że nie możemy z nim jechać. Ok., więc czekamy dalej.

26.Łapiemy stopa!

27.No to próbujemy dalej:)

Znów zatrzymał się turek, który podwiózł nas kilkadziesiąt kilometrów na północ od Stuttgartu. Okazało się że kiedyś miał narzeczoną z Polski i znał kilka słów z naszego języka. Wiadomo „dzień dobry”, „dowidzenia + ogromna ilość przekleństw i wulgaryzmów, których nauczyli go nasi rodacy. Następnie czekaliśmy sporo godzin nim udało się nam złapać kolejny transport, a właściwie to transport złapał nas, gdyż kierowca sam podszedł do nas i zaproponował, że nas podwiezie. Dojechaliśmy do miasta Würzburg, z tym że na same obrzeże. Z tamtąd nie było łatwo się wydostać. Na szczęście pomógł nam chłopak który jechał w przeciwną stronę, zawracając i podwożąc nas na najbliższą stację. Na miejscu spotkaliśmy dość dużo ludzi, również tirowców z Polski. Zapytaliśmy kilku z nich dokąd jadą i czy nie zabraliby dwóch stopowiczów. Niestety wszyscy jechali w przeciwnym kierunku aniżeli my, prócz jednego kierowcy z Śląska. Umówiliśmy się że następnego dnia o 4 rano ruszymy z nim w stronę Regensburga. Pogadaliśmy z kierowcami jeszcze z godzinkę i poszliśmy rozbić namiot na pobliskiej górce. W trakcie rozbijania namiotu zauważyliśmy, że niedaleko nas z plecakami wzdłuż drogi idą stopowicze. Wkrótce podeszli do nas się przywitać. Okazało się że jest to przesympatyczna parka studentów z Rumunii – którzy już 21 dzień jeżdżą stopem po Europie. Rozbili się zaraz koło naszego namiotu, co by było raźniej. Po miłej rozmowie, szybko udaliśmy się do spania – w końcu następnego dnia wyjazd mieliśmy o 4 rano(lub jak kto woli w nocy;P).

V.Dzień Trasa: 267km Razem: 1889km

Pobudka o 3.15 nie była zbyt dobrym rozwiązaniem, lecz przynajmniej mieliśmy zapewniony transport w kierunku Polski. Ruszyliśmy z małym opóźnieniem, ponieważ kierowca zaspał, a my nie chcialiśmy go budzić, żeby potem nie było problemów w trakcie jazdy. Jeszcze po ciemku ruszyliśmy w stronę Norymbergii. Im bliżej byliśmy tego miasta tym kierowca bardziej twierdził, że przez to miasto jeździ masa polaków z dalekiej Italii, widać było, że jak najszybciej chciał się nas pozbyć. W takim razie oki! – z własnej woli wysiedliśmy przed Norymbergą, gdzie dopiero zaczęło się robić jasno. O tej porze i tak by nas nikt nie zabrał więc rozłożyliśmy karimaty i śpiwory na łące pod drzewem i poszliśmy spać. Spaliśmy chyba aż do 10, po czym stanęliśmy na wyjeździe z parkingu w celu łapania okazji. Po chwili zjawiła się tam parka z Czech, który również próbowali wrócić do domu – chwile rozmowy i łapiemy dalej. Czekaliśmy bardzo długo, lecz w końcu zatrzymał się pokaźnych rozmiarów kamper na holenderskich „blachach”. Małżeństwo które jechało na wakacje zabrało nas prosto do centrum Regensbura. Na miejscu stwierdziliśmy, że koniecznie trzeba zwiedzić miasto, więc od razu prosto z miejsca z którego nas wysadzono udaliśmy się na starówkę. Mi osobiście bardzo się podobało, wszędzie czysto, wszystko zadbane – tak powinno być w każdym mieście.

29.Starówka w Regensburgu

30.Starówka w Regensburgu cdn

30.Starówka w Regensburgu cdn

31. Katedra

32.Panorama dworcowa

33.Widok z Dunaju na stare miasto

34.Już trochę zmęczeni podróżą

Następnie udaliśmy się na drogę prowadzącą do czeskiej granicy, by tam znaleźć odpowiednie miejsce do zatrzymywania stopa. Próbowaliśmy łapać z tabliczką „CZ” jednakże nie przyniosło to pożądanego efektu, w związku czym powróciliśmy do bardziej tradycyjnej metody próbując złapać stopa „na rękę”. Na drodze ruch był coraz większy, aż w końcu droga została zakorkowana. Auta jechały bardzo powoli i w końcu po chwili zatrzymało małe autko. Jechała nim 18 letnia ładniutka dziewczyna, która całkiem niedawno dostała prawo jazdy. Ja i Robert byliśmy w szoku, że nie bała się zabrać do auta dwóch nieznajomych autostopowiczów. Zabrała nas do przygranicznej miejscowości Cham (w Polsce taka nazwa raczej by nie przeszła:P) w której mieszkała. Z tamtąd udaliśmy się na główną drogę prowadzącą już prosto do Czech. Czekaliśmy tam bardzo długo – kilka godzin łapania i zero reakcji ze strony kierowców. Robiła się powoli noc, więc szybko rozbiliśmy namiot i poszliśmy spać z nadzieją, że jutro uda się nam coś złapać.

VI.Dzień Trasa: 145km Razem: 2043km

Wstaliśmy dość wcześnie rano i udaliśmy się w to samo miejsce na którym staliśmy poprzedniego dnia. Mijały kolejne godziny i dalej nic. Postanowiliśmy więc pójść w inne miejsce poruszając się pieszo równoległą drogą do naszej głównej i zwiedzając po drodze kolejne piękne bawarskie wioski.

35.Mała wioska Chammünster, aczkolwiek bardzo przyjemna

36.Centrum wsi

Po jakimś czasie z powrotem wróciliśmy na drogę prowadzącą do Czech i stanęliśmy na zjazdówce na parking. Zła passa trwała nadal – lecz po dłuższej chwili w końcu obok nas zatrzymał się samochód. Z nowiuteńkiej audi a4 wysiadło dwóch mężczyzn. O kurde….! Tajniaki!:/ Zażądali dowodów osobistych , które szybko wyciągnęliśmy z plecaków w celu weryfikacji naszych danych. Baliśmy się, że dostaniemy mandat, ponieważ w Niemczech w przeciwieństwie do Polski taka forma podróżowania nie jest zbytnio akceptowana przez społeczeństwo i policję. Na szczęście była to zwykła kontrola i powiedzieli nam, żebyśmy łapali dalej. Po ich odjeździe zrobiło się nam lżej, bo jednak nigdy nic nie wiadomo na jakiego policjanta trafimy i jakie paragrafy nam wynajdzie. Równo 3 minuty później podjeżdża kolejne audi tym razem a6 i wysiada z niego 3 mężczyzn. Już wiadomo o co chodzi …policja!!! (Niemcy są bardzo bezpiecznym państwem, ale trochę przesadzają z tymi patrolami). Po krótkim wyjaśnieniu sytuacji, że dopiero byliśmy kontrolowani z piskiem ruszyli dalej. W trakcie ponownego usiłowania złapania stopa jeszcze kilka razy zauważyliśmy ich jak krążą koło nas patrząc czy nie łamiemy przepisów. Ostatecznie daliśmy za wygraną – połowa dzisiejszego dnia zmarnowana na bezskuteczne „stopowanie”, wczorajsze popołudnie również. Nic tu po nas! …chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w Czechach, w kraju w którym łapanie stopa jest czymś w miarę normalnym tak jak w Polsce. Dość długim spacerkiem w lekkim deszczu wróciliśmy się do miejscowości Cham w celu znalezienia jakiegoś transportu.

37.Starówka w Cham

38.Starówka w Cham cdn

39.Wokół fontanny spora gromadka dzieci

Autobus do Czech jeździł raz na tydzień, więc wybraliśmy pociąg. Ceny były strasznie wysokie, więc kupiliśmy bilet tylko do pierwszej stacji w Czechach na której stawał pociąg – Domažlice. Tam pozwiedzaliśmy trochę miasto i końcu poczuliśmy się prawie jak w Polsce. Język podobny do naszego, bardzo łatwo można się było dogadać z tubylcami. Miasto bardzo ładne, ale tak jak w Polsce niestety brak pieniędzy na renowację.

40.W końcu Czechy – Domažlice

41.Starówka

42.Sporo interesujących zakamarków

43.I jeszcze takie zdjęcie

44.Stare miasto

45.Stare miasto

46.Stare miasto – koniec zdjęć!!!

Następnie udaliśmy się za miasto na wylotówkę w strone Plzeň (dobrze znanemu każdemu piwoszowi). Pierwszy stop był niesamowity – zatrzymała się młoda kobieta z malutkim dzieckiem i samochodem całym zapchanym zakupami na pilzieńskich numerach – widać że bardzo chciała nas zabrać, ale niestety nie miała miejsca w środku – sam fakt, że się zatrzymała i życzyła nam szczęścia w podróży mocno nas podbudował – od razu widać różnicę pomiędzy mentalnością Czechów a Niemców. Zadziwiło nas to jak ludzie potrafią być mili i uprzejmi, choć nas w ogóle nie znają. Po jakimś czasie zatrzymał się starszy mężczyzna oferując podwózkę do miejsca w którym dużo lepiej złapać stopa. Miał 100% rację! Po 5 minutach zatrzymał się TIR na katowickich blachach. Kierowca był totalnie zdziwiony, że autostopowiczami są Polacy – faktycznie, miejscowość była na strasznym …zadu….uboczu. Zaproponował, że zabierze nas do samej Nysy, z tym że po drodze przed Pragą musi zatrzymać się na nocleg. Dla nas była to wspaniała wiadomość i z uśmiechem ruszyliśmy z sympatycznym kierowcą Czarkiem w kierunku Polski. 40km przed stolicą Czech na stacji zatrzymaliśmy się na nocleg i tam rozbiliśmy namiot. Zasnęliśmy jak zawsze bardzo szybko.

VII.Dzień Trasa: 619km Razem: 2653km

Pobudka około 5 by na 6 być gotowy do odjazdu z zaprzyjaźnionym kierowcą. Ruszamy punktualnie punkt 6 w stronę Pragi. Po drodze mijamy malownicze wioski położone wzdłuż czeskiej autostrady. Przez Pragę niestety tylko i wyłącznie przejeżdżamy, z daleka widząc starówkę i nowe budynki powstałe w ostatnich latach. Mam nadzieję, że będzie mi dane jeszcze kiedyś tam wrócić i na spokojnie pozwiedzać. Następnie udajemy się już do granicy czesko-polskiej. Przed Kłodzkiem krótki postój – zwany przez kierowców pauza i ruszamy dalej aż do Nysy. Tam Czarek podwozi nas aż do samej stacji PKP. Tego stopa również z Robertem wspominamy bardzo dobrze, ponieważ w tych czas mało kto jest tam miły i pomocny dla nieznanych mu osób. Na stacji okazuje się że za 15 minut odjeżdża pociąg do Opola. Zmęczeni już tygodniową podróżą autostopem bez wahania wsiadamy do osobówki. Ceny już całkowicie do przyjęcia, jeszcze ze zniżkami studenckim – tak to można podróżować;). Teraz celem jest dotarcie do swoich domów tego samego dnia i pójście spać w swoim wygodnym łóżku:P. Praktycznie w Nysie kończy się nasza podróż autostopowa. Nie ma co ukrywać było ciężko, ale przygoda jaką było nam dane przeżyć bez wątpienia rekompensuje wszystkie niedogodności z jakimi musieliśmy się zmagać w trakcie podróży. Trasa pociągu była następująca Kłodzko>Opole>Gliwice>Katowice>Kraków>Dębica:D. Po drodze żegnamy się z Robertem i każdy już kieruje się prosto do swojego domu.

Koniec!!!

Podsumowujac:

Nadal uważam i jeszcze bardziej utwierdziłem się w tym, że autostop jest jednym z najlepszych środków transportu jaki kiedykolwiek wymyślono:). Wystarczy trochę chęci i samozaparcia by móc podróżować w dowolne miejsce na Ziemi(oczywiście z uwzględnieniem położenia mórz i oceanów). Niestety nie dotarliśmy do samego Paryża, tak jak to wcześniej planowaliśmy, aczkolwiek zwiedziliśmy inne piękne zakątki, do których zapewne gdyby nie autostop nigdy nie wyruszylibyśmy. Autostop wbrew pozorom jest to bardzo bezpieczna forma podróżowania – w ciągu całego tygodnia ani razu nie przydarzyła się nam jakaś przykra sytuacja lub konflikty z tubylcami. Wszędzie przyjmowano nas z uśmiechem na twarzy lub po prostu obchodzono się z nami neutralnie. O ludziach których spotkaliśmy po drodze lub nam pomagali złego słowa nie powiem, wręcz przeciwnie – cieszę się że mogliśmy ich spotkać. Po tygodniu jezdy autostopem śmiem stwierdzić, że najlepiej łapało się w Polsce. Niemcy są dobrym krajem na stopa, lecz tylko i wyłącznie jeśli ma się zapewniony transport z tirowcami, inaczej na miejscu bardzo trudno jest coś złapać. We Francji nic się nam nie udało złapać przez kilka godzin, co było głównym czynnikiem do tego że odpuściliśmy sobie trasę na Paryż, więc moje zdanie jest podobne jak do Niemiec – bez umówionego Tir’a ani rusz. Natomiast o Czechach złego słowa nie powiem, fakt że praktycznie całe Czechy przejechaliśmy z polskim kierowcą, ale pierwszy stop jaki udało się nam złapać był z tubylcem, który zaproponował nam podwózkę w lepsze miejsce. W ogóle ludzie tam są jacyś tacy bardziej uśmiechnięci niż na zachodzie. Tydzień podróżowania autostopem myślę, że jest to stanowczo za krótko. Tak od 2 tygodni w górę można już zwiedzić pokaźny kawałek Europy. Nie mniej jednak jak na pierwszy dłuższy wyjazd stopem trasa jaką pokonaliśmy była wystarczająca. Co tu dużo pisać – kto lubi przygodę powinien sam sprawdzić jak to jest jeździć za pomocą autostopu.

Plusy wyjazdu:
+ przygoda, przygoda, przygoda!!! :D
+ piękne krajobrazy i miasteczka
+ na zachodzi praktycznie każdy zna angielski
+ zerowe koszty podróży
+ bardzo sympatyczni ludzie spotkani w trakcie podróży
+ kompan-poliglota :P

Minusy wyjazdu:
– ciężko złapać stopa w Niemczech i Francji (dwóch chłopów – więc trochę ich rozumiem)
– Holendrzy praktycznie nie biorą stopowiczów, a jest ich ogrom na zachodzie Niemiec

Porady:
+ warto o wszystko pytać tubylców – oni naprawdę bardzo dużo wiedzą:D
+ jedzenie najlepiej zabrać z Polski (ile tylko się zmieści w plecaku)
+ na zachodzie transport kolejowy czy autobusowy jest strasznie drogi, wiec w razie problemów z autostopem – łap innego autostopa!!!!
+ najlepiej wybrać się w podróż chłopak + dziewczyna lub dziewczyna + dziewczyna

To chyba wszystko co miałem do przekazania!:) Zdaję sobie sprawę, że tekst nie jest napisany zbytnio stylistycznie ani poprawnie składniowo (ciągłe zmiany czasu z teraźniejszego na przeszły), ale coż …nigdy nie byłem orłem z polskiego:P. Możliwe, ze zapomniałem wspomnieć o kilku kierowcach którzy nas podwozili – ale mimo wszystko każdemu z osobna serdecznie dziękuję, bo bez nich nie przejechalibyśmy ani kilometra.

Pozdrawiam wszystkich!!! Cześć!!!! :D

…hmm… kto ma ochotę na Bałkany stopem!!!:P

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.